niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 25: Rodzeństwo - i widzisz cząstkę siebie w drugim człowieku.

Dedykacja dla mojej siostry, Magdy- to właśnie w tobie widzę cząstkę siebie. I w sobie cząstkę ciebie.

tym razem soundtrack nie związany zbytnio z tematem rozdziału  

Barcelona, maj 2014

 Fabregas usłyszał dzwonek do drzwi. Książka, którą czytał, wylądowała niedbale na stoliku w salonie. Cesc wstał z sofy i wyciągnął się, rozciągając zasiedziałe mięśnie- dwie godziny nad lekturą dawały mu nieźle popalić.
 Blanca wyszła na spacer kilkadziesiąt minut wcześniej. Powiedziała, że musi pobyć trochę sama, pomyśleć. Wzięła ze sobą szkicownik i Barca, co zapowiadało, że nie wróci zbyt szybko- w czerwcu miała się odbyć wystawa jej prac, z których większość nie była jeszcze dokończona. Więc dziewczyna szukała inspiracji wszędzie, nawet w owczarku niemieckim.
 Lia bawiła się na kocyku pośrodku pokoju. Cicho układała z klocków domek dla swojego różowego misia. 
'Ciekawe po kim ona ma w sobie ten spokój'
 Fabregas podszedł do drzwi wejściowych i otworzył je zamaszystym ruchem. Przed nimi stała młoda ciemnowłosa dziewczyna. Miała na sobie długą, krwistoczerwoną spódnicę, białą koszulkę i jeansową kurtkę, jej oczy przysłaniały ciemne okulary, a na ramieniu wisiała mała torebka.
-Pan Fabregas, tak?- spytała chłodnym tonem.
-Tak- odparł niepewnie Cesc, próbując sobie przypomnieć jak wyglądają wszystkie przyjaciółki Blanci i czy przypadkiem nie jest ona jedną z nich.
-Mam dla pana bardzo złą wiadomość.
-O co chodzi?- spytał, lekko już zdenerwowany piłkarz.
 Nagle na usta dziewczyny wszedł szeroki uśmiech.
-Zawsze dajesz się na to nabrać, braciszku- powiedziała zupełnie innym, wesołym głosem, zdejmując okulary.
 Po tych słowach rzuciła się Fabregasowi na szyję.
-Carlota? Co ty tutaj robisz?- pytał Cesc, przyciągając do siebie siostrę.
 Od kiedy wyjechała we wrześniu do USA , prawie nie mieli ze sobą kontaktu. Ale kiedy parę dni wcześniej zadzwoniła, pytając co tam w Barcelonie, piłkarz zaczął podejrzewać, że młodsza Fabregas wraca do kraju. 
 Zmieniła się. Miała dłuższe włosy. Nawet ubranie było inne od koszulki z szalonym nadrukiem i krótkich spodenek. Wydoroślała.
 Kiedy w końcu Carlota odsunęła się od Cesca, miał wrażenie, że w jej oczach pojawiły się łzy.
-Tęskniłam.
-Ja też.
 Piłkarz szeroko rozciągnął usta.
 Kiedy patrzył na swoją siostrę, widział niemal swoje odbicie- te same oczy, uśmiech, nawet włosy mieli podobne. Kobieca wersja Fabsa.
-Wejdź- zaprosił ją do środka ruchem ręki. 
 Carlota minęła go, przeszła przez korytarz i wpadła do salonu.
 Cesc, zamykając drzwi, usłyszał wesoły śmiech Lii i głos siostry.
-Witaj, kochane moje maleństwo!
 Kiedy wszedł do pokoju, widok raczej go nie zdziwił. Jego córka radośnie wymachiwała nóżkami, siedząc na kolanach Carloty, która rozśmieszała ją, robiąc głupie miny. 
-Brakowało jej mnie- powiedziała pewnie.
-Lot, ona bez ciebie usychała jak kwiat be wody- zażartował starszy Fabregas, specjalnie używając zdrobnienia, którego nienawidziła.
 Ona zaś nawet nie zwróciła na to uwagi, pocałowała Lię w czoło i z powrotem posadziła ją na kocyku wśród zabawek. Poprawiła włosy i usiadła wygodniej na fotelu.
-No to opowiadaj, od początku do samego końca.

~*~

 Po kilku godzinach ożywionej rozmowy, wypiciu dwóch butelek wina, położeniu Lii do spania i zaciągnięciu do pokoju gościnnego wszystkich walizek Carloty, Cesc poczuł się zmęczony. 
 Blanca wysłała mu wiadomość, że będzie spała u koleżanki i żeby się nie martwił.
 Jego siostra w skupieniu słuchała wszystkich wątków z życia starszego Fabregasa. A on był z nią całkowicie szczery- mówił wszystko, jak na spowiedzi. Kiedy zaczął temat transferu, dziewczyna wstała i wyrzuciła z siebie wszystkie najgorsze przekleństwa, jakie istnieją w języku hiszpańskim. Chwilę później przeszła na angielski, potem na francuski. Piłkarz ją ochrzanił, ale wcale nie dziwiła go reakcja siostry- zawsze bardzo przejmowała się jego karierą. Zanim jeszcze wyjechał do Arsenalu, mała Lot chodziła z nim czasem na treningi, była na wszystkich meczach. Oczywiście, podrywał ją niemal każdy kolega z drużyny Cesca, ale on i Pique zawsze ustawiali ich do pionu. Na różne sposoby.
 Kiedy tylko Fabs wspomniał o wypadku Gerarda, Carlota nagle posmutniała. On już oswoił się z tą myślą, dla niej to wciąż było trudne. W końcu to także jej przyjaciel.
-Nie wybudzą go?-spytała cicho- Przecież mija już szósty miesiąc... Później mogą być powikłania.
-Lekarze chcą dać mu tyle czasu, ile to będzie możliwe- odparł Cesc, spuszczając wzrok- Nie wiem czy powinni tak długo zwlekać.
-A Shak? Jak ona się trzyma?
-...chyba już lepiej. Cały czas jest w Szwajcarii, odwołała już drugą trasę koncertową- powiedział  cicho i dodał po chwili, lekko kręcąc głową- Nie mówmy już o tym.
 Zapadła długa cisza. 
 Fabregas poczuł, że w jego oczach zbierają się łzy. Teraz, kiedy miał już przy sobie Lot, zabrakło tego trzeciego z ich tercetu. Tęsknił za Gerardem.
 Nagle Carlota wstała, podeszła do piłkarza, usiadła mu na kolanach i wtuliła się w niego.
-Cescy...Sergi, on...ja go zostawiłam- powiedziała głucho.
 Piłkarz zaklął w myślach i zacisnął pięści.
'Zabiję go. Znajdę, zabiję i zakopie w jego własnym ogródku'
 Fabregas nigdy nie przepadał za tym, wieloletnim chłopakiem swojej siostry. Sergi był wielkim tchórzem i jednocześnie-niestety- bardzo pomysłowym tchórzem. Nieraz Cesc przypierał go do muru, a ten prosił go, by nie mówił Carlocie o jego kolejnej zdradzie. I nigdy tego nie zrobił. Zbyt dobrze wiedział, jak bardzo to by ją bolało. Ale zawsze miał sytuację pod kontrolą, a Sergi z każdej takiej akcji wychodził z siniakami na całym ciele.
-O co poszło?- spytał Fabregas, gładząc siostrę po plecach.
-Znalazłam go z naszym mieszkaniu z jakąś wytapetowaną lalą...Kurwa, po prostu...- wycedziła przez zęby.
-Wiem- odparł szybko Cescy- Wiem, Lot...Ale musisz przyznać, że niezły był z niego chuj.
 Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i wstała z kolan brata. Przeciągnęła się i powiedziała, ziewając:
-Dobra, idę spać.
-Nie zabij się na schodach.
-Haha, bardzo śmieszne- odparła z ironią, zmierzając w stronę wejścia na piętro- Dobranoc!
-Dobranoc- powiedział cicho Cesc po tym, jak został sam w salonie, zatopiony w półmroku.
'Skąd te dziwne wyrzuty sumienia?'
 Czuł się trochę jak Sergi- jakby kogoś zdradzał.
 Owszem, Blanca była jedyną kobietą w jego życiu.
 Ale nie o taką zdradę chodzi.
 Nikt wciąż nie wiedział o transferze. 
 Fabregas miał wrażenie, że zdradził ludzi. Kibiców.
 I chciał się do tego jak najszybciej przyznać.
'Konferencja prasowa po finale Ligi Mistrzów to chyba dobry moment' 
 Fabregas postanowił, że nie będzie dłużej ukrywał się z odejściem do Anglii. Kiedy przyłożył głowę do poduszki nie wiedział, że ktoś uprzedził jego plany. 
____________________________________________________________________

Macie, miśki, i cieszcie się :3
Zapraszam na mojego drugiego bloga i odpowiedzi Liebster Award- Dziennik niedoszłego samobójcy
Buziaki :* ♥ 

 

niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 24: Na­wet w szczęściu ludzkim jest coś smutnego.

Dedykacja dla Pawła- mimo, że nie mam najmniejszego pojęcia jak to zrobić, chciałabym ci pomóc.

Barcelona, kwiecień 2014 

soundtrack

-Cesc, może powiesz coś od siebie?- spytał Messi, spoglądając na prowizoryczny podest ustawiony na środku szatni. W pomieszczeniu pełnym półnagich facetów nagle zapadła cisza.
 Fabregas głośno wypuścił powietrze z płuc. Wszyscy mieli nadzieję, że przemówi do drużyny, choć przez parę ostatnich dni wypowiedział się publicznie jedynie raz- zapytany o ciążę jego dziewczyny. O transferze do ManU nie było w mediach ani słowa. 
 Jego relacje z zarządem klubu, a w szczególności z Martino, bardzo się ochłodziły (choć jest to naprawdę delikatne określenie). Ale mimo, iż został okłamany,a transfer podpisano bez jego wiedzy, Cesc zgodził się odejść do Anglii. Nie kłócił się, nie oskarżał, nie nagłaśniał przestępstwa. Okazało się, że głównymi winnymi całej akcji byli agent Fabregasa, Darren, i Rosell. Ale Katalończyk zgodził się odejść po zakończeniu sezonu, bez słowa.
 Ale wbrew swojemu sercu, które dalej biło tylko dla niej, stracił szacunek do Barcelony. 
 Mieli za niego dostać jakieś 40 mln euro. 
 Tylko.
 Mimo żalu do włodarzy klubu, Fabs podczas meczów dawał z siebie wszystko- za wszelką cenę chciał pokazać ile Barcelona straci na jego odejściu. Ale z drużyną dogadywał się dobrze, nie był na nich jakoś szczególnie zły, że nic mu nie powiedzieli. Chciał korzystać z ostatnich chwil wśród najlepszych przyjaciół.
 W całym zgiełku związanym z transferem okazało się, że Leo także nie miał pojęcia o całej sprawie. Kiedy się dowiedział zaczął płakać, przytulił Cesca i wrzeszczał na całą szatnię "Pierdu, pierdu! I tak im cię nie oddam!". Fabregas z wielkim trudem doprowadził go do normalnego stanu.
'Ja też będę tęsknić...'
 Jego głównym szczęściem od paru dni była Blanca i jej brzuch, który nagle wydał mu się bardzo interesujący...Oczywiście pierwszą osobą, która dowiedziała się o ciąży była Shakira.
 Właśnie. 
 Shakira.
 I Pique.
 Pique, z którym wciąż było bardzo źle. 
 Cesc wstał i wolnym krokiem podszedł do małego stołka, ustawionego w centralnym punkcie pomieszczenia. Czuł, że wszyscy na niego patrzą i czekają na jego słowa. Nie rozumiał dlaczego- nie był przecież w drużynie nikim ważnym. O opasce kapitana tylko marzył.
 Głośno przełknął ślinę i uśmiechnął się lekko, jakby sam nie wierzył w to co ma powiedzieć.
-Udało nam się chłopaki!- krzyknął, a po chwili dołączyła do niego reszta drużyny. Nie czekając, aż trochę się uciszą, próbował ich przekrzyczeć- A mówili, że się nie uda! Mówili, że jesteśmy słabi! Niech teraz patrzą i podziwiają! Leo, Ney, dziękuję za gole! Victor, bramka była twierdzą! Dziękuję wam wszystkim!
 Chłopaki jeszcze trochę krzyczeli, śpiewali i gwizdali, ale po pewnej chwili zapadła cisza. Puyol wymienił z Leo porozumiewawcze spojrzenie i obaj zgodnie kiwnęli głowami. 
-My ci też dziękujemy, Fabs. Za gola, asystę...No fajnie, fajnie. Jasna cholera, ale to ja powinienem prowadzić drużynę, a nie ty!- powiedział Carles z uśmiechem, po czym razem z Messi'm ściągnęli Cesca z podestu i zaczęli go torturować (czyt. mierzwić głowy, szczypać, rzucać się na niego z ławki). 
 Już po paru sekundach cała drużyna podjęła pomysł kapitana i napastnika. W ruch poszły napoje energetyczne, ręczniki, korki, sznurówki i przyciemniane okulary Alvesa (...bez komentarza). 
-Litości! Już wystarczy!- wrzeszczał Fabregas z uśmiechem, będąc na samym dole ludzkiej piramidy. Odpowiedziały mu jedynie śmiechy, krzyki i ogólna wrzawa.
 Nagle przy wejściu do szatni Cesc zauważył Tito. Opierał się o futrynę drzwi z założonymi rękami i uśmiechając się szeroko przyglądał się wyczynom szalonych piłkarzy. 
'On? Tutaj? Teraz?!'
 Na twarzy Fabsa pojawiło się zdziwienie. Z całej drużyny na razie chyba tylko on zauważył byłego trenera.
 Vialnova nagle zawiesił na nim spojrzenie, widząc, że jego stary podopieczny już odnalazł go wzrokiem. Lekko skinął głową i po chwili zniknął za rogiem szatni.
 Cesc z trudem wygrzebał się spod kolegów (jakkolwiek to wygląda) i ruszył do wyjścia, po drodze naciągając na nagi tors swoją, znalezioną na podłodze, koszulkę.

~*~

Cesc wybiegł na trybuny Camp Nou i zaciągnął się zimnym, nocnym powietrzem, które nieprzyjemnie szczypało w płucach. 
 Stadion był już pusty. Jedynie na samym dole, przy ławce rezerwowych, Fabregas zauważył postać, otuloną długim, ciemnym płaszczem. 
 Piłkarz szybkim krokiem zbiegł po schodach i już po chwili stanął obok mężczyzny.
-Mister?- spytał cicho.
 Tito spojrzał na niego i uśmiechnął się delikatnie. Mimo ciemności, panujących na Camp Nou, Katalończyk zauważył zmęczenie na twarzy Vilanovy.
-Witaj, Cescy- powiedział, przyjaźnie klepiąc go po ramieniu. 
-Ale...co tutaj robisz? 
 Trener włożył ręce do kieszeni płaszcza i wolnym krokiem ruszył wzdłuż linii bocznej boiska. Fabregas dorównał mu kroku, trzęsąc się z zimna. 
-Oglądałem wasz mecz z trybun- odparł Tito i spojrzał na niego z uznaniem- Otarłeś się dziś o doskonałość...szkoda tylko, że Barca już na tym nie skorzysta.
-A więc ktoś ci już powiedział o transferze...
Tito odwrócił wzrok i pociągnął nosem.
-Dowiedziałem się jako jeden z pierwszych- powiedział spokojnie. Widząc kątem oka jak Cesc marszczy brwi, dodał- Martino przyszedł do mnie niedługo po tym, jak sam usłyszał o planach klubu. Prosił o radę. Nie wiedział co ma robić.
 Fabregas prychnął ironicznym śmiechem.
-On?...Mam wrażenie, że Tata najbardziej ze wszystkich chce mojego odejścia. Traktuje mnie jak amatora. Jak dzieciaka, który nie potrafi sam o siebie zadbać. Wkurwia mnie to.
-O tak, coś o tym wiem- odparł Vilanova, a na jego usta znowu wszedł delikatny uśmiech- Ale nie powinieneś go obwiniać. On chciał, żebyś został. Początkowo kłócił się z zarządem, ale nic nie mógł zrobić...Ja zresztą też- dodał ciszej jakby męczyły go wyrzuty sumienia. Nagle zatrzymał się i spojrzał na piłkarza- Powodzenia w Anglii, Francesc...Znowu.
 Cesc uśmiechnął się lekko.
-A ty...jak się czujesz?- spytał prawie bezgłośnie.
 Od kiedy Vilanova opuścił pozycję trenera, nie kontaktował się ze swoimi starymi podopiecznymi. I nikt z drużyny sam także nie zamierzał tego robić- wszyscy aż za dobrze wiedzieli, że Mister jeździ po najróżniejszych klinikach, żeby tylko odepchnąć od siebie chorobę. 
 Ale pustka po przyjacielu została.
-Dobrze, Cesc. Dobrze- odpowiedział Tito, patrząc mu w oczy.
 Po chwili odwrócił się i wolnym krokiem ruszył schodami na szczyt trybun, zostawiając Fabregasa samego na murawie Camp Nou. 
_______________________________________________________________

Tsaa, więc przed nami jeszcze jakieś 7, może 8 rozdziałów :)
Takie małe info
Jakby ktoś to jeszcze czytał
Bo komentarzy...trochę mało...
Ale i tak was kocham :3
Buziaki :* ♥ 

 
 

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 23: Kłopot z życiem po­lega na tym, że nie ma okaz­ji go przećwiczyć i od ra­zu ro­bi się to na poważnie.

Dedykacja dla Dagmary- która chyba wciąż w siebie nie wierzy.

Barcelona, kwiecień 2014

soundtrack


Oczami Blanci
 Usłyszałam drzwi wejściowe otwierają się i zamykają. Odstawiłam filiżankę z kawą i westchnęłam ciężko- czekała mnie dość ciekawa, choć zapewne niemiła rozmowa. Ale przecież od początku wiedziałam, że to się tak skończy. Że kiedy Cesc się dowie, wpadnie w furię- to dało się przewidzieć. Ale chyba nie spodziewałam się, że po prostu wyjdzie z domu tylko po to, aby wrócić w połowie nocy. A właściwie to nad ranem- zegarek w moim telefonie wskazywał równo 4.16.
 Carles opuścił teren willi zaraz po wyjściu Fabregasa. Bez słowa. Nie powiedział ANI JEDNEGO SŁOWA. Rzucił w moją stronę jedynie przepełnione żalem spojrzenie. Dla niego to też było trudne. Kochał Cesca jak brata, a od kiedy Gerard zapadł w śpiączkę byli ze sobą nawet bliżej niż wcześniej, o ile to w ogóle możliwe. Nie chciał mówić mu o transferze. Co więcej- nie chciał nawet do tej sytuacji dopuścić. Ale stało się. I to właśnie Puyol, czując na sobie ciężar tego obowiązku, postanowił mu przekazać te jakże cudowne informacje.
 Odgarnęłam niesforny kosmyk włosów i podniosłam głowę. W tym samym momencie w drzwiach do salonu stanął Fabregas. Kiedy mnie zobaczył włożył ręce do kieszeni spodni i spuścił wzrok. 
-Gdzie byłeś?- spytałam, naiwnie mając nadzieję, że odpowie.
 Ale nie odpowiedział. Milczał jak zaklęty, wpatrując się w podłogę. Głośno przełknęłam ślinę i znów westchnęłam.
-Co zamierzasz teraz zrobić?- spróbowałam jeszcze raz.
 Po kilku minutach grobowej ciszy postanowiłam rozegrać to trochę inaczej. Wstałam z sofy, podeszłam do piłkarza i stanęłam naprzeciwko niego. Nawet nie podniósł na mnie wzroku.
- Cesc, proszę cię...- powiedziałam cicho i dotknęłam jego ciepłego policzka. Drgnął, czując moją dłoń, ale wciąż pozostawał całkowicie niewzruszony. Kochałam go najbardziej jak się tylko dało i nie chciałam go ranić. Ale to zrobiłam. I konsekwencje musiały przyjść. 
 Dalej milczał. W tamtej chwili po prostu nie potrafiłam dotrzeć do niego słowami. Z bezsilności objęłam go w pasie, wtuliłam się w jego przesiąkniętą moimi ulubionymi perfumami bluzę i zagryzłam wargę w nadziei, że mnie nie odepchnie. I nie zrobił tego. Nadal stał sztywno z rękami w kieszeniach. 
-Kocham cię, Cesc. Przepraszam, wiem, że źle zrobiłam- powiedziałam głucho w jego ramię.
 Nagle coś się w nim odblokowało. Wyciągnął dłonie ze spodni i przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej co fizycznie było już prawie niemożliwe.
-To właśnie chciałem usłyszeć- odparł cicho, gładząc moje włosy.
-Ja...przepraszam, naprawdę. Próbowałam rozmawiać z Martino i Rosellem, próbowałam ich jakoś namówić, ale nie chcieli mnie słuchać- przerwałam, aby wziąć haust powietrza- Co ja mogę, Cesc- jestem tylko dziewczyną sławnego piłkarza, a nie specjalistą od spraw transferów.
 Mój chłopak przez chwilę milczał. Miałam nadzieję, że zrozumie w jakiej znalazłam się sytuacji. Naprawdę niewiele mogłam zrobić kiedy zapadła ta decyzja, a zarząd i nawet sam Puyol zabronili mi mu o czymkolwiek powiedzieć.
-Ja też cię kocham...I nie musisz się tłumaczyć, to nie jest twoja wina. Sam powinienem o to zadbać- w jego głosie brzmiała nuta poczucia winy. 
-Więc co zamierzasz zrobić?- zapytałam ponownie.
-Nie wiem. Jeszcze. Ale na pewno nie będę się z zarządem kłócić o ten transfer. Skoro naprawdę mnie tu nie chcą, to chyba nie mamy o czym rozmawiać.
 Zapadła cisza. Wciąż wtulona w Cesca słyszałam jego równy oddech i spokojne bicie serca. W jednej chwili moje poczucie bezpieczeństwa wzrosło dwukrotnie. Nie potrafiłabym chyba ubrać w słowa tego, jak cudownie było mi z nim w tamtym momencie.
 Odsunęłam się trochę od Fabregasa i spojrzałam w jego oczy. Były takie...puste. Nie było w nich optymizmu, radości, niczego, co znałam. Tylko pustka.
 Powoli zbliżyłam się do niego i złożyłam na jego miękkich ustach delikatny pocałunek. Kiedy znów oddaliłam swoją twarz, Cesc nachylił się nade mną, jakby było mu za mało, jakby szukał moich warg. W momencie, w którym już je odnalazł, zaczął składać na nich spokojne buziaki, jakby dzielił namiętność w taki sposób, by starczyło mu jej na każdego z nich. 
.W magiczny sposób już w następnej chwili znaleźliśmy się w naszej sypialni. W kolejnej- na łóżku. Przez jakiś czas się całowaliśmy, nie pozbywając się żadnej części garderoby, ani mojej, ani Fabregasa. 
 Nagle usłyszałam cichy płacz.
-Lia...- mruknęłam cicho i zsunęłam się z łóżka- Pójdę do niej.
-Nie, ja to zrobię- odparł Cesc, podnosząc się do siadu.
Popatrzyłam na niego z lekkim uśmiechem.
-Ja na dół po mleko, ty do małej- powiedziałam spokojnie.
Piłkarz również się uśmiechnął i pocałował mnie w czubek głowy. Po chwili rozeszliśmy się po domu ze swoimi zadaniami.
 Kiedy uznałam, że mleko jest już odpowiednio przygotowane, udałam się schodami na piętro i skierowałam do pokoju Lii, w którego wychodziło na korytarz przytłumione światło. Weszłam do niego i zatrzymałam się przy Cescu, który trzymał dziewczynkę na rękach i z przymkniętymi oczami nucił jej hymn Barcy.
-...Blaugrana al vent, un crit valent.
 Ku mojemu zaskoczeniu, Lia spała. A to oznaczało, że starannie przygotowane mleko już raczej do niczego się nie przyda.
- Zawsze przy tym zasypia- szepnął, podnosząc na mnie wzrok. Po chwili uśmiechnął się lekko- Ty zresztą też.
Odparłam mu morderczym uśmiechem, a on tylko szerzej rozciągnął usta.
 Po chwili odłożył śpiącą Lię do łóżeczka, a my bezszelestnie wyszliśmy z jej pokoju.
 Wiedziałam, że to nie jest najlepszy moment, żeby mu powiedzieć. Nie w środku nocy, nie przed półfinałem Ligi Mistrzów z Bayernem. Ale nie mogłam dłużej czekać.
-Emm...Cesc?
-Tak?- mruknął.
-My...chyba musimy o czymś porozmawiać- zaczęłam niepewnie.
-To nie może poczekać do rana?- odparł Fabregas, wchodząc do sypialni. Zaczął zdejmować bluzę i spojrzał na zegarek- Chociaż w sumie już jest rano...
-Cesc, ja wiem, że nie tak właśnie miało być, ale...ja..wyszło jak wyszło i ja...ja jestem w ciąży- wydusiłam z siebie, stojąc na środku pomieszczenia.
-...co?- spytał przerażony Cesc, będąc w połowie zdejmowania koszulki.
_______________________________________________________________

Wybaczcie, że tak długo, ale nauka nie popłaca ;-; 
Przyznam szczerze, że jest gorzej niż myślałam. Ale zuch się nie przejmuje i wesoło maszeruje :D
Rozdział kolejny w terminie bliżej nieokreślonym. I nie ze względu na brak weny czy coś (bo wena jest nawet w nadmiarze), tylko po prostu nie wyrabiam z czasem, a doba jest już dla mnie za krótka. Ale postaram się temu jakoś zaradzić i niedługo przybędę z nowym fragmentem mojego cudeńka :D (to był żart mojego życia, śmiejcie się)
Zapraszam na mojego drugiego bloga- Dziennik niedoszłego samobójcy
Buziaki :* ♥ 



niedziela, 5 października 2014

Rozdział 22: Sta­ramy się nie umierać z miłości, która nie była śmier­ci warta. A póżniej i tak nasze serce zalewa ból.

Dedykacja dla Kasi- świeczki, muzyka, odpały przy reklamach. Tak, to jest to, co działa na moją wenę :3

Barcelona, kwiecień 2014

coś dla ukojenia zmysłów 

 Cesc z niedowierzaniem i zdziwieniem patrzył na Daniellę przez przednią szybę samochodu. Nie był w stanie wykonać żadnego ruchu. Czuł, że każda część jego ciała odmawia mu posłuszeństwa i targają nim emocje, których nawet nie potrafiłby ubrać w słowa. 
 Ona też go rozpoznała. Mimo to przez długą chwilę stała przed maską, a światła Audi padały na jej czarną, obszytą koronką sukienkę.
'Akurat tu i akurat teraz? No jasna cholera!'
 Przez głowę Fabregasa przelatywały tysiące myśli, podsuwając co raz to nowe słowa, obrazy i wspomnienia. Nie wiedział za bardzo jak powinien się w tym momencie zachować- wybuchnąć czy spokojnie podejść do sprawy? A jeżeli miał wybrać tę drugą opcję- to czy dałby radę? Z braku pomysłów i zdenerwowania przygryzł  dolną wargę.
 Nagle Daniella spokojnym krokiem podeszła do otwartego okna ze strony kierowcy. Potarła zmarznięte ramiona i spojrzała w oczy Cesca. Kilka razy otwierała usta i je zamykała, jakby chciała coś powiedzieć, ale sama do końca nie wiedziała co. Więc wciąż milczała. 
 A piłkarz patrzył na nią z oczekiwaniem, czując, jak jego tętno przyspiesza, a oddech staje się nerwowy i nierównomierny. 
-Podrzucisz mnie pod hotel Cortez?- spytała cicho kobieta, a Fabregas zadrżał na sam dźwięk jej głosu.
 Mimo świecącej ostrzegawczo, czerwonej lampeczki w głowie, pokiwał głową.
 Prawie pięć miesięcy bez żadnego znaku życia i jedyne co ona ma do powiedzenia to prośba o podwózkę?
'Naprawdę, Daniella? Naprawdę?'
 Ale wbrew wszystkiemu co czuł, wszystkiemu co zabraniało mu udzielić jej jakiejkolwiek pomocy, nie mógł jej zostawić samej w środku nocy na środku najmniej ciekawego i najniebezpieczniejszego osiedla w Barcelonie.
 Nie potrafił być aż tak zimnym draniem.

~*~

 Cesc zaczął mocniej zaciskać palce na kierownicy samochodu. Od piętnastu minut musiał wdychać zbyt dobrze znany mu zapach perfum. Od piętnastu minut czekał na choćby najkrótsze słowo z ust Danielli. Od piętnastu minut jego organizm walczył sam ze sobą, żeby kontrolować nagły wybuch złości i skrywanego żalu. Od piętnastu minut cholernie wkurzał go każdy samochód, który go mijał, każdy przechodzeń, który dziękował mu uśmiechem za przepuszczenie, każda para, która szła chodnikiem, trzymając się za ręce. 
 Wszystko działało mu na nerwy. 
 Kobieta westchnęła nerwowo i przełknęła ślinę.
-Wpadłam do Barcelony po Lię- powiedziała lekko zachrypniętym głosem. 
Fabregas prychnął ironicznym śmiechem.
 Wręcz nie potrafił uwierzyć, że ona wciąż uważa się za matkę jego córki. Już bardziej była nią pani Renette, albo Blanca. Ale na pewno nie ona. Nie po pięciu miesiącach, w ciągu których pewnie nawet ani razu nie myślała co u Lii, idąc na co raz to odważniejsze sesje zdjęciowe, promujące Mistrzostwa Świata w Brazylii. 
 Mimo wszystkiego, o czym myślał i co chciał jej zarzucić, Katalończyk milczał. Jedynie jeszcze mocniej zacisnął dłonie na kierownicy Audi i lekko przyspieszył. 
 Kobieta, nie słysząc żadnego komentarza ani odpowiedzi ze strony piłkarza, powtórzyła trochę pewniej:
- Cesc, chcę odzyskać moją córkę- w jej głosie nie było już żadnych uczuć. Tylko zawziętość. 
 Fabregas znów nie dopowiedział.
 Nagle skręcił z głównej drogi i zjechał w wąską uliczkę, prowadzącą między niewielkimi domami jednorodzinnymi. Daniella nie znała tej okolicy. Ale miała pewność, że do jej hotelu powinni się kierować w zupełnie inną stronę. 
 Tym razem Cesc bardziej wcisnął gaz, prawie czterokrotnie przekraczając dozwoloną prędkość. Mimo to kobieta nie czuła strachu- piłkarz zawsze panował nad samochodem i jeżeli jechał tak szybko, to widocznie musiał mieć pewność, że uda mu się okiełznać moc pojazdu. Wbrew ponad 200km/h na liczniku, wierzyła w umiejętności Fabregasa.
 Nagle Katalończyk zatrzymał Audi, wyłączył silnik i wysiadł z samochodu, trzaskając drzwiami. Szybkim krokiem przeszedł przez parking i po chwili wszedł na pustą plażę. Wziął do ręki jeden z większych kamyków leżących w piasku i cisnął nim w wodę. Jego oddech był przyspieszony, a jego myśli dosłownie krzyczały jak oszalałe. Krzyczały różne rzeczy. Cesc nie chciał ich słuchać. Pokręcił głową i westchnął głęboko. 
 Był tak bardzo....zły? Zdenerwowany? Nie potrafił nawet określić tego, co czuł.
'Kurwa, jak można być tak niezdecydowanym!'
 Trzęsły mu się ręce, serce waliło jak oszalałe, oddychał płytko i nierówno. Było mu cholernie zimno. 
 Po chwili po prostu usiadł na piasku i wbił wzrok w wzburzone fale, słuchając ich szumu.
 Tymczasem Daniella obserwowała go przez szybę samochodu, w którym wciąż siedziała, zaskoczona zachowaniem Fabregasa. Widząc jak roztrzęsiony wplata palce we włosy i zaczyna kołysać się w przód i w tył, poczuła, że nie może tak dłużej zbierać myśli.
 Co ma być to będzie. Nie da się wszystkiego zaplanować.
 Wysiadła z Audi i skierowała się w stronę piłkarza. Zdjęła wysokie obcasy i boso szła do niego przez całkowicie pustą plażę. Czuła, że jej ciało ponownie zaczyna drżeć z zimna. 
-Cesc...-powiedziała spokojnie, będąc już parę metrów od Katalończyka. 
-Nie, kurwa, błagam, nic nie mów- powiedział zmęczonym głosem. Podniósł się z piasku i stanął naprzeciwko niej- Nie zabierzesz jej. Zapomniałaś o niej. Miałaś odezwać się w marcu. Zapomniałaś o naszej córce! 
-Nie zapomniałam o niej!- krzyknęła Daniella ze łzami w oczach. Jak mógł tak mówić? Jak mógł jej coś takiego zarzucić?- Nigdy o niej nie zapomniałam! To ona jest dla mnie najważniejsza i dlatego chcę ją odzyskać!... Cesc, oddaj mi Lię- powiedziała błagalnym tonem, czując jak po jej policzkach spływają już słone krople.
-Nie. Nie po tym, jak potraktowałaś bycie matką jako jakąś umowę- odparł Fabregas, tonem całkowicie wypranym z emocji- I co, podoba ci się życie modelki? Nie brakuje ci mnie? Jesteś taka, kurwa, szczęśliwa?!- dodał po chwili, w końcu dając upust wszystkiemu co w nim siedziało.
-Nie jestem...Myślałam, że będzie inaczej. Dlatego wróciłam...- powiedziała cicho kobieta, czując, że jej upór słabnie z każdą kolejną łzą.
-Teraz? Kiedy już ułożyłem sobie życie po tym jak je zniszczyłaś? Kurwa, nie rób tego jeszcze raz- odparł Cesc. Widząc jak Daniella spuszcza wzrok, ociera łzy, rozmazując cały makijaż, upuszcza z dłoni buty, nie wytrzymał.
 Podszedł do niej i przytulił mocno, wplatając palce w jej długi włosy i napawając się ich cudownym zapachem.
-Ja cię wciąż tak cholernie mocno kocham- wyszeptał.
Kobieta objęła go w pasie i dalej płakała.
-Ja ciebie też, Cescy- odparła. 
Stali tak przez parę minut. Ciszę między nimi przerywał tylko szum fal i łkanie Danielli.
-...ja ciebie też, ale nie możemy być już razem. Nie potrafiłabym wrócić do tego życia, choć tak bardzo za nim tęsknię- dodała z bólem z głosie.
-Jestem z kimś- powiedział nagle Fabregas.
Czuł, że kobieta delikatnie kiwa głową. Zauważył też, że przestała płakać.
-To dobrze- odparła spokojnie- Będzie dobrą matką dla Lii?
-Myślę, że tak- powiedział Cesc- Pozwolisz, żeby ze mną została?
Daniella westchnęła głęboko. Odsunęła się od torsu piłkarza i spojrzała mu w oczy. I znowu po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
-Masz rację. Jestem okropną matką. Nie powinnam was nigdy zostawiać- odparła łamiącym się głosem. 
 Fabregas otarł jej łzy i lekko się uśmiechnął.
-Nie płacz- szepnął.
-Cesc, obiecaj mi coś- powiedziała- Obiecaj, że nigdy już nie pozwolisz, żebym zaistniała w życiu Lii. Że ona się nigdy nie dowie, jak bardzo ją kochałam i jak bardzo żałuję, że was zostawiłam. Powiedz jej, że nigdy jej nic do niej nie czułam...Tak będzie jej łatwiej.
 Fabregas podziwiał siłę Danielli i jej miłość do ich córki. Ale nawet gdyby chciał, nie mógł złożyć takiej obietnicy.
 Piłkarz pocałował ją w czubek głowy i odparł:
- Lia nigdy nie uwierzyłaby w takie kłamstwa- po tych słowach wyciągnął w kieszeni spodni portfel. Wyjął z niego zdjęcie ich córki i podał je kobiecie.Ona wzięła je do ręki i uśmiechnęła się smutno.
-Jest do ciebie taka podobna- powiedziała cicho i podniosła wzrok na Cesca- Dziękuję.
 Na chwilę zapadła cisza. Fabregas czuł, że jego ciało znowu drży z zimna.
-Chodź, podwiozę cię do tego Corteza.
-Nie, ja się jeszcze przejdę- odparła szybko Daniella i wskazała palcem nieokreślonym punkt gdzieś za sobą- Jest tu taki mały hotel, prześpię się tam.
 Po raz ostatni się do niego uśmiechnęła, wzięła z piasku swoje buty i ruszyła plażą, wzdłuż linii wody.
 Fabregas długo odprowadzał ją wzrokiem, kuląc się z zimna.
 Ani razu się nie odwróciła.
_________________________________________________________________

Bum, bum, powracam z nowym rozdziałem :D 
Wiem, że niewiele się dzieje, ale chciałam jak najlepiej oddać uczucia związane z tą sytuacją. Nie wiem, czy wyszło dobrze, ale ja jestem nawet w miarę zadowolona :3
Mam teraz tyle nauki, że powoli nie daję rady. W tym tygodniu mam cztery sprawdziany i, prawdopodobnie, co najmniej pięć kartkówek ;-; Porażka.
Zapraszam na mojego drugiego bloga ♥ - Dziennik niedoszłego samobójcy
Buziaki :* ♥ 

Tak słodko :3





środa, 17 września 2014

Rozdział 21: I kiedy wszystko już się ułoży, nagle cały twój świat stanie na głowie. Najprawdopodobniej to będzie w czwartek. Albo w piątek.

Dedykacja dla Marcina- to dzięki niemu zaczęłam rozumieć o co chodzi w życiu. 

Barcelona, kwiecień 2014

polecam wysłuchać, proponuję obejrzeć

 Kiedy w końcu Fabregas dorwał Leo, został on sprawiedliwie, wielokrotnie kopnięty w tyłek, czemu towarzyszyły okrutne i bezlitosne okrzyki oprawcy. Cesc nie miał litości- podobnie zresztą jak i trener, który po całym zajściu wydał Katalończykowi ostrą reprymendę: za brak przygotowania do treningu, za usiłowanie uszkodzenia Messi'ego, a także za zniszczenie pięknych kwiatów, rosnących przed budynkiem Ciutat Esportiva. Fabregas słuchał uwag Taty z ukrywanym rozbawieniem, widząc za plecami argentyńskiego trenera zasypiających na stojąco piłkarzy. Przez to oberwał jeszcze bardziej, ale pod koniec swojej pogadanki Martino złożył mu gratulacje i kazał przekazać Lii prezent urodzinowy (w postaci stroju piłkarskiego Barcy z jej imieniem i numerem 4).
 Cesc wrócił do domu z szerokim uśmiechem na ustach i córką na rękach, którą odebrał od pani Renette. Ona tylko poleciła się na przyszłość i pochwaliła małą panią Fabregas za to, że była grzeczna i spokojna podczas pobytu u starszej kobiety.
 Piłkarz otworzył drzwi wejściowe swojego domu i rzucił klucze na stolik pod lustrem. Ponieważ Lia niecierpliwie wymachiwała nóżkami we wszystkie strony, postawił ją na podłodze. Dziewczynka radośnie ruszyła drobnymi kroczkami przez korytarz w stronę kuchni.
-Wróciliśmy!- krzyknął Fabregas, zdejmując torbę z ramienia. Mimowolnie prychnął śmiechem.
'Nigdy więcej nie zostawię jej na widoku w pobliżu Leo'
  Nagle na korytarzu pojawiła się Blanca. Lia podbiegła do niej, a dziewczyna wzięła ją na ręce i szeroko uśmiechnęła się do dziecka.
 Cesc podszedł do Blanci i dał jej buziaka w czoło.
-Cześć, kochanie- szepnął.
-Mamy gościa- odparła cicho, a z jej ust zniknął uśmiech. Odwróciła głowę w stronę kuchni i krzyknęła- Carles! 
 Fabregas zmarszczył brwi i spojrzał pytająco na Blancę. Już miał o coś zapytać, kiedy w drzwiach do pomieszczenia, z którego chwilę wcześniej wyszła dziewczyna, pojawił się Puyol. Oparł się o futrynę i włożył ręce do kieszeni.Miał minę jeszcze bardziej zachmurzoną niż zwykle.
'Oj, cholera- grubsza sprawa'
-Coś się stało?- spytał zaniepokojony Cesc. W jego głowie pojawiły się same czarne myśli. Ale...ile mogło się przecież wydarzyć od treningu, na którym widzieli się zaledwie godzinę wcześniej?
-Musimy pogadać, Cescy- odparł Carles, a ton jego głosu wcale nie wróżył nic dobrego.
 Blanca, widząc jak Puyol i jej chłopak wymieniają się porozumiewawczymi spojrzeniami, postanowiła się wycofać i zostawić ich sam na sam.
-To wy tu sobie co nieco wyjaśnijcie, a ja idę położyć Lię spać- powiedziała niepewnie dziewczyna i już po chwili uciekła po schodach na piętro. 
 Kiedy już Fabregas i kapitan zostali na korytarzu całkiem sami, pomocnik postanowił nie owijać w bawełnę.
-Jest źle?
Puyol westchnął ciężko i pokiwał głową.
-Nawet bardzo, Cescy....Nawet bardzo.

~*~

 Fabregas pokręcił głową z niedowierzaniem.
'Kurwa, jak mogłem nic nie zauważyć'
-Ale...dlaczego? Co-nie spodobało im się jak gram? Za mało do siebie dałem?- Cesc na próżno próbował zrozumieć decyzję zarządu.
 Puyol popatrzył na zdezorientowanego przyjaciela ze współczuciem.
 Jego obowiązkiem było powiadomienie go o tym, że klub postanowił sprzedać Fabsa do Manchesteru United. Ot, tak dla zysku. Żeby mieć pieniądze na wzmocnienie drużyny. Carles bał się efektu "oderwać głowę posłańcowi".
-To i tak nie jest najgorsze- dodał delikatnie Puyol, nie chcąc jeszcze bardziej drażnić Cesca.
Fabregas prychnął ironicznym śmiechem, w którym było więcej smutku niż radości.
-Zaraz mi powiesz, że umowę podpisali bez mojej zgody, w cholerę dawno i to wszystko było nielegalne, tak?- chłopak spojrzał na kapitana ze smutnym uśmiechem- tak jakby nie wierzył że może być jeszcze gorzej niż mu się wydawało. Ale widząc niezruszoną minę Carlesa, uciekającego wzrokiem od bystrego spojrzenia kolegi, z jego ust zszedł nawet ten zmęczony uśmiech, a ramiona opadły z bezsilności- No chyba żartujesz...-powiedział półgłosem Cesc, po czym ukrył twarz w dłoniach. 
 Prze parę minut Fabregas i Puyol milczeli, nie zakłócając spokoju panującego w willi barcelońskiego pomocnika. 
'Po prostu, kurwa, nie wierzę...'
 To było dla niego za dużo, jak na jeden raz. Nie dość, że klub chciał go sprzedać do ManU, to jeszcze w sposób niezgodny z prawem jakim rządził się piłkarski świat. Darren, agent Cesca, kilka razy wspominał, że kontrakt z Anglikami byłby dla niego o wiele korzystniejszy, ale sam piłkarz zawsze odmawiał i powtarzał słowa "Visca el Barca". A teraz? Teraz to wszystko traciło cały swój sens.
 Nagle Fabregas wstał, podszedł do ściany naprzeciwko sofy i przywalił w nią pięścią, wydając z siebie bliżej niezidentyfikowany okrzyk- wściekłości lub (co bardziej prawdopodobne) bólu.
-To po co, do jasnej cholery, ściągali mnie tu trzy lata temu?!- krzyknął i odwrócił się do Puyola, który nadal z kamienną miną siedział na fotelu po drugiej stornie salonu.- Po co?! Dla zabawy?! No oświeć mnie, bo nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi!
 Po chwili milczenia, Carles spróbował wytłumaczyć trochę sytuację.
-Miałeś się o tym dowiedzieć dopiero po finale Ligi Mistrzów, ale uznałem, że powinienem cię o tym powiadomić... Przepraszam, że nie zrobiłem tego wcześniej- powiedział spokojnym głosem.
 Fabregas przełknął ślinę, głęboko westchnął, mając wrażenie, że zapadają mu się płuca i się dusi. Nagle spytał odrobinę spokojniejszym tonem:
-Wszyscy o tym wiedzieli?- w jego głosie brzmiała żywa nadzieja, że odpowiedź kapitana będzie negatywna.
-Cała drużyna...i zarząd...i Darren...- odparł Puyol. Widząc jak z oczu Fabregasa znika ostatnia iskra jakiejkolwiek wyrozumiałości, a głowa opada bezsilnie, dodał-...i Blanca też. Wiem, że...
 Nagle Cesc zamknął oczy i uniósł ręce.
-Nie, Nie kończ, Carles. Błagam, nie kończ- powiedział cicho i po prostu wyszedł z salonu. Zabierając jedynie kluczyki do samochodu, opuścił swój dom. 
 Przez wiele, ciągnących się niemiłosiernie w wieczność godzin krążył po Barcelonie bez celu. Prawie bez namysłu skręcał w najciemniejsze uliczki i zakamarki miasta. Wielokrotnie mijał grupki mieszkańców biednych dzielnic, którzy podejrzliwie przyglądali się odpicowanemu Audi i, myśląc, że to miejscowa mafia wpadła po haracz, znikali za najbliższym rogiem. Mimo tego, Cesc pogrążony w myślach, spokojnie przemierzał wszystkie nieciekawe miejsca w Barcelonie.
'I to akurat teraz, kiedy w końcu zaczęło się układać!'
 Nagle tuż przed samochodem Fabregas, nie wiadomo właściwie skąd, pojawiła się jakaś kobieta. Cesc zahamował w ostatniej chwili, siarczyście przy tym klnąc.
 Nieznajoma odgarnęła długie ciemne włosy i odwróciła głowę w stronę kierowcy. Sądząc po jej zdegustowanej minie, nie obwiniała się za wejście tuż przed maskę. 
 Nagle Fabregas zmarszczył brwi.
'...Daniella?' 
______________________________________________________

Tak, tak, wiem, namieszałam trochę. No ale ja to tak uwielbiam :3
Ale trudno- musicie to znieść :D
Pisząc ten rozdział bardzo się zdenerwowałam. Nie tylko ze względu na jego treść (choć i ta do napawających optymizmem nie należy), ale także przez okoliczności w jakich powstał. Ale napisałam, wy się cieszcie (a wasza radość to też moja radość, tak?).
Przyznam, że ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem nie tyle mnie zaskoczyła, co trochę zasmuciła. Wiem, że to opowiadanie czyta o wiele więcej osób niż komentuje. Tak więc proszę o udzielanie się pod postami, ponieważ jest to dla mnie naprawdę wielka motywacja. Bo co- dla siebie mam to pisać? 
I oczywiście zapraszam na mojego drugiego bloga- Dziennik niedoszłego samobójcy
Buziaki :* ♥


I teraz pragnę wam zaprezentować najsłodsze zdjęcie roku- Leoś, Lia i Thiago na wakacjach :3  
 




sobota, 6 września 2014

Rozdział 20: Życie jest ciężkie na­wet dla tych, którzy mają szczęście.

Dedykacja dla Pawła- za to, że to właśnie przy nim brakuje mi słów lub zapominam wszystkich tych, których chciałabym użyć.

Barcelona, kwiecień 2014 

cisza? jaka cisza?

- Dzięki, ale dam sobie radę- powiedziała Blanca, otwierając przed Shakirą drzwi wejściowe. 
-Na pewno? Może jednak zostanę i pomogę ci trochę? Do lotu mam jeszcze jakieś sześć godzin, a Milan jest przecież pod  dobrą opieką- naciskała Kolumbijka.
-Jedź. Mały pewnie już się za tobą stęsknił- odparł dziewczyna z uśmiechem na twarzy.
 Is dała jej buziaka w policzek na pożegnanie i ruszyła do swojego samochodu na podjeździe. Blanca zamknęła za nią drzwi i oparła o nie czoło. Oczy już same zamykały jej się ze zmęczenia. Nagle poczuła czyjeś dłonie na swojej talii. 
 Odwróciła się i stanęła przodem do Fabregasa. W jego ciemnych tęczówkach i lekkim uśmiechu zauważyła czyste pożądanie.
 Mimo, że zawsze mu ulegała, kiedy tak na nią patrzył, tym razem była silna. Chciała być. Musiała być.
-Cesc, gdzie jest Lia?- spytała, chcąc zmusić go na chwilę do myślenia i odwrócić uwagę mężczyzny od jej szyi, na której w tej samej chwili zaczął składać delikatne pocałunki.
-Bezpieczna...u pani Renette...zawiozłem ją tam...parę godzin temu- odpowiadał Katalończyk w przerwach między kolejnymi buziakami. 
 W pewnym momencie ich usta się spotkały.
'W końcu'
 Ich pocałunek był delikatny i spokojny. Byli sami, mieli czas. Wszystko szło po myśli Cesca.
 Nagle Blanca odepchnęła Fabregasa, kładąc ręce na jego klatce piersiowej. On popatrzył na nią pytająco.
-Nie mogę, muszę posprzątać- powiedziała cicho, kręcąc głową.
-Jutro- odparł piłkarz i szybkim ruchem wziął Blancę na ręce- Teraz jesteś moja. 
-A ty, kolego, jesteś pijany!- krzyknęła dziewczyna, próbując chociaż udawać upartą.
-To akurat nie jest żaden problem- mruknął Cesc, wchodząc po schodach.

~*~

 Cesc poczuł na twarzy delikatne promienie słoneczne. Jego ciało przeszedł drobny dreszcz. Usłyszał cichy, równy oddech Blanci i nagle dziwny chaos w jego głowie ucichł. Tak jakby nic innego się nie liczyło. Tak jakby rytm jej wdechów wyznaczał rytm bicia jego serca. 
 Fabregas powoli otworzył oczy i odwrócił głowę- obok niego leżała śliczna dziewczyna o długich, kasztanowych, lekko kręconych włosach. Jego dziewczyna. Zagubiony kosmyk opadał na czoło, a jej twarz tonęła w stoickim spokoju. 
'Cholerny ze mnie szczęściarz'
 Cesc podniósł się do siadu i mimowolnie uśmiechnął, widząc porozrzucane po pokoju ubrania- jego białą koszulę, szpilki Blanci i jej żółtą sukienkę. 
 Ponownie spojrzał na dziewczynę i pocałował ją w czubek głowy.
'Czas się trochę ogarnąć'
 Fabregas udał się do łazienki, a następnie do kuchni, gdzie zjadł przygotowane w kilka minut śniadanie. Zahaczył jeszcze o salon, skąd zabrał swoją torbę treningową i zanim wyszedł z domu, napisał na karteczce kilka słów dla Blanci.
"Przepraszam, że zostawiłem cię z tym samą, ale musiałem jechać do Ciutat. Wracając zabiorę Lię. Kocham, C."

~*~

 Csec wszedł do szatni z szerokim uśmiechem na twarzy. Miał dobry humor i nie wierzył, że cokolwiek może go zepsuć.
 Jego oczom ukazał się jednak dość osobliwy widok. Po obu stronach pomieszczenia siedzieli piłkarze Barcy. Niby nie byłoby to takie dziwne, gdyby nie fakt, że każdy z nich był w opłakanym stanie. Dosłownie. Neymar udawał nieprzytomnego, podpierając głowę na rękach, a Alexis opierał się o jego ramię z wywieszonym językiem. Valdes z błędnym, na wpół śpiącym spojrzeniem zakładał rękawice z ruchami zwolnionego tempa, z kolei Xavi siedział pod ścianą, przykładając do czoła zaparowaną butelkę wody. Iniesta powoli wyciągał ze swojej torby strój treningowy. Reszta była w podobnym lub gorszym stanie. Cesc rozejrzał się po szatni, ale nie znalazł Messi'ego. Był pewien, że ci, którzy dali radę, już dawno o własnych siłach wyszli na boisko.
'Kurwa, prawie jakby przeszło tędy tornado'
 Mimo wszystko Fabregas nie zakłócił krystalicznej ciszy panującej w pomieszczeniu i bezszelestnym krokiem ruszył do swojej szafki, otworzył ją i już miał zacząć się przebierać, kiedy do szatni wpadł Leo. Był uśmiechnięty od ucha do ucha i widocznie nie zadziałała na niego dawka alkoholu z poprzedniego dnia. 
-A co wy tu jeszcze robicie?! Trener czeka!- krzyknął Messi, celowo wydając z siebie niezwykle irytujące dźwięki. 
 Na twarzy Xavi'ego pojawił się grymas bólu.
-Nie, proszę, kurwa...Cii, cii...cicho...-powiedział błagającym tonem, przykładając palec wskazujący do ust. Nagle jego palec opadł, podobnie jak głowa, a Hernandez zasnął, co chwilę cicho pomrukując.
 Reszta piłkarzy nawet nie drgnęła po nagłym wybuchu Leo. On sam uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc Cesca, który powoli otwierał swoją torbę.
 Nagle Fabregas podniósł głowę, a na jego twarzy widniała złość.
-Messi! Messi, kurwa, zabiję cię! Do jasnej cholery, zabiję!- krzyknął na całe gardło i ruszył w pogoń za Leo, który z histerycznym śmiechem przemierzał korytarze Ciutat Esportiva.
-Alba, sprawdź co on ma w tej torbie- powiedział cicho Alves.
 Jordi z trudem podniósł się ze swojego miejsca, powoli podszedł do rozpiętej torby Cesca i nagle prychnął śmiechem.
-Hmm....wydaje mi się, że może mu się oberwać za brak stroju na trening i posiadanie w hurtowej ilości jedynie tego- powiedział Hiszpan, machając koszulką z numerem 10 na plecach- Wkurwienie Fabsa, stopień ósmy. 
_________________________________________________________________

No tak, tutaj w sumie dalej nic się nie dzieje, ale obiecuję wam, że już od następnego rozdziału zacznie się jazda :D 
Rok szkolny uważam za rozpoczęty, a sezon na nieprzespane noce, masę nauki i rozdziały co dwa tygodnie- również.
Nie no, przesadziłam. Postaram się trochę częściej uszczęśliwiać was fragmentami tego opowiadania. Ale niczego nie obiecuję.
Pierwszy rozdział na moim drugim blogu :3 - Dziennik niedoszłego samobójcy
Dziękuję za wszystkie komentarze ♥
Buziaki :* ♥


czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 19: Bez cier­pienia nie zro­zumie się szczęścia.

Dedykacja dla Michała- za to, że wciąż go nie lubię, choć tak bardzo się chłopak stara.

Barcelona, kwiecień 2014

 bania z dzieciakami  

-Cesc, niesiesz ten aparat?- krzyknęła zniecierpliwiona Blanca, powtarzając te słowa już któryś raz z kolei. 
 Fabregas dwoma skokami pokonał schody i przebiegł przez korytarz. Wpadł do sypialni i chaotycznymi ruchami zaczął przeczesywać wszystkie szuflady. Kiedy na dnie jednej z nich znalazł obiekt swoich poszukiwań, uśmiechnął się tryumfalnie i ruszył na parter. Po chwili z lekką zadyszką, znalazł się w salonie.
 Wyglądało na to, że w jego domu byli już prawie wszyscy- Cesc na urodziny Lii zaprosił prawie cały skład Barcy, Shakirę (która początkowo miała obiekcje- Gerard wciąż był w Szwajcarii, wciąż w śpiączce, a przecież gdzie on, tam i ona) i kilku kolegów z Arsenalu. 
 Pomocnik uśmiechnął się szeroko, widząc Cristiana z córeczką, Puyola wymieniającego uwagi z Is na temat Milana i Gerarda- syna kapitana, który urodził się na początku marca. 
 W kącie pokoju stał Alexis z Amelią- Fabregas wciąż nie mógł się nadziwić, że udało jej się z nim wytrzymać już prawie pięć miesięcy. 
'Cud. Cud na ziemi'
 Po przeciwnej stronie Cesc zauważył Neymara z Davi'm, a obok nich Leo z Antonellą i Thiago.Kobieta Messi'ego, która była już w siódmym miesiącu ciąży, wyglądała prześlicznie. Dziewczynka, bo to ona miała zasilić szeregi barcelońskiego przedszkola, chyba naprawdę była dla An powodem do dumy.
 Na twarzy pomocnika pojawił się lekki, smutny uśmiech. 
'Brakuję już tylko...'
 Pique wciąż był w śpiączce, w która wprowadzili go lekarze. Pozostawienie go w niej dłużej niż pół roku mogło grozić trwałymi uszkodzeniami mózgu i niektórych organów. Ale wybudzenie go z niej było jeszcze bardziej niebezpieczne. Tak czy siak- na podjęcie decyzji było jeszcze trochę czasu. A Shakira ciągle twierdziła, że bez Fabregasa, sama, jej nie podejmie.
'Mamy jeszcze czas'
 -Znalazłeś?- spytała radośnie Blanca, podchodząc do Cesca.
On popatrzył na nią ze smutkiem w oczach i odparł półgłosem:
-Kogoś jeszcze brakuje...
Dziewczyna przechyliła głowę, a z jej ust zszedł uśmiech. Westchnęła cicho.
- Jestem pewna, że kiedy tylko się wybudzi, przyjedzie zobaczyć Lię i złożyć jej życzenia- powiedziała delikatnie i splotła swoją dłoń z jego zimnymi palcami, które sztywno zaciskał w pięść.
 Fabregas spojrzał w jej czekoladowe oczy i pokiwał głową.
 Od kiedy Blanca z nim zamieszkała, w końcu zaczął zapominać o wszystkim, co złego go spotkało. Była jego radością. Jego uśmiechem. Jej optymizm zarażał go każdego dnia i tylko on utrzymywał go przy zdrowych zmysłach. Wszystko, co go męczyło i co wciąż nie dawało mu spokoju, przelewał na piłkę. Robił co się tylko dało, żeby prędzej skończyć sezon i pojechać do Gerarda. Kiedy już mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa, organizm wysiadał, a kończyny przestawały wykonywać rozkazy rozumu, powtarzał sobie, że "to dla Lii, Blanci i Gerarda". Działało za każdym razem. 
 Daniella się nie odezwała. Nie dzwoniła, nie pisała, nie przyjechała. To oznaczało, że Cesc ma na razie Lię na wyłączność. I to mu pasowało.
 Ale mimo, że był już zmęczony tym wszystkim, tęsknił za Pique i powoli wariował, był po prostu szczęśliwy. Był szczęśliwy i wiedział, że to, co go spotkało uczyniło go silniejszym.
-Uwaga! Zdjęcie grupowe!- krzyknął Cesc, znowu uśmiechając się szeroko.
'Na smutki przyjdzie czas. Teraz mamy tu imprezę do zrobienia'
 Blanca widząc zmianę w jego zachowaniu, również się uśmiechnęła i poszła po Lię.
 Po chwili wszyscy zebrani zaczęli tłoczyć się dookoła córki Fabregasa i jego dziewczyny. Pomocnik stanął naprzeciwko nich i zrobił zdjęcie, z trudem obejmując całość na zdjęciu.
Jeszcze przez chwilę przyglądał się swojemu dziełu i nagle krzyknął:
-To co- czas na toast!
Odpowiedział mu jedynie szeroko pojęty entuzjazm męskiej części gości.
~*~
 bania bez dzieciaków

 Przyjęcie urodzinowe Lii śmiało można uznać za imprezę roku. Kiedy już ciasto, słodkie napoje i żelki się skończyły, a została już jedynie sama wódka, piwo i inne alkohole, dzieci zostały odwiezione w bezpieczne miejsce (jakim był dom Messi'ego, w którym tego wieczora rezydowały cztery nianie). W tym momencie impreza dopiero się zaczęła.
 Alexis z Neymar'em zajęli się muzyką, więc zabawa była naprawdę przednia. A ponieważ w opinii Alby procenty też były niczego sobie, taą część programu również można zaliczyć do udanych.
 W końcu, w ciągłym zabieganiu, meczach i treningach, znalazł się czas na wspólną, naprawdę dobrą imprezę.
'W końcu to nie byle jaka okazja'
 Cesc wszedł do kuchni, niosąc kilka opróżnionych butelek po piwie i nucąc pod nosem jakąś piosenkę, zasłyszaną w radiu. Odstawił szkło na blat i kątem oka zauważył stojącą przy oknie Blancę. Rozmawiała przez telefon i prawdopodobnie nie wiedziała o obecności Fabregasa. I z tego co usłyszał piłkarz- ta rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych.
-Mamo! Już ci mówiłam- nie mogę teraz przyjechać do Polski! Cesc na mecze, a niedługo...-Blanca zamilkła, zapewne jej rozmówczyni wtrąciła jakąś niemiłą uwagę, bo już po chwili dziewczyna wybuchła- Nic mnie to nie obchodzi! Żegnam!
 Cesc nie zrozumiał praktycznie ani słowa z rozmowy, ponieważ jego umiejętności związane z językiem polskim wciąż ograniczały się do "proszę", "dziękuję", "przepraszam" i "kocham cię". Ale on już wiedział, kto mógł wytrącić jego kobietę z równowagi.
 Blanca schowała telefon do kieszeni spodni, odwróciła się i automatycznie wpadła na Fabregasa, który stał tuż za nią. Zanim zdążyła się odsunąć, on przytulił ją do siebie i nie pozwolił, by wyrwała się z jego uścisku. Dobrze wiedział, czym by się to skończyło.
 Mama Blanci- pani Anna Iriarte- dzwoniła do córki raz na bliżej nieokreślony czas. Po każdej z takich rozmów dziewczyna była wręcz tykającą bombą, która jedynie Cesc mógł rozbroić. Sam Fabregas przeraźliwie bał się momentu, w którym stanie przed Polką i powie "chcę ożenić się z pani córką". Miał coraz większą pewność, że zginąłby na miejscu.
'Tsaa, zdecydowanie trzeba to odwlec w czasie'
-Co tym razem?- spytał spokojnie piłkarz, gładząc Blancę po włosach.
-To samo co zwykle. Ona wciąż nalega, żebyśmy przyjechali. Nie wiem, ile jeszcze da się ja zwodzić- odparła dziewczyna zmęczonym głosem.
Fabregas odsunął się i ujął twarz dziewczyny w dłonie.Spojrzał w jej smutne i przygnębione oczy. Nie lubił ich takich.
-Porozmawiamy o tym później, dobrze?- szepnął, a ona w odpowiedzi pokiwała głową bez przekonania. Cesc pocałował ją w czoło i dodał- Nie myśl o tym na razie. 
Złapał ją za rękę i razem ruszyli do reszty gości, bawiących się w salonie przy alkoholu i zmienianej co chwilę przez Neymara muzyce.
_________________________________________________________________

Witam z powrotem, drogie panie! :*
No więc teraz kilka spraw organizacyjnych:
Sprawa numer pierwsza- na moim nowym blogu ukazali się już bohaterowie :) Zapraszam 
Dziennik niedoszłego samobójcy/ Bohaterowie
Sprawa numer druga- błagam was, jeżeli będziecie czytać moje drugie opowiadanie, nie zapomnijcie o tym blogu. Proszę. Będzie on kontynuowany, a nowe rozdziały będą dodawane równie często jak na Dzienniku.
Sprawa numer trzecia- właśnie. Dziennik. Jeszcze w tym tygodniu ukaże się na nim prolog. Nie będzie zbyt długi, ale po prostu musi być :D
Sprawa numer czwarta- niektóre fakty w tym rozdziale są zmienione (np. ciąża Antonelli, imię syna Puyola). Wynika to z tego, że to opowiadanie było pisane (i skończone) już dawno...dawno, dawno temu, więc nie chcę już zmieniać tego wszystkiego (bo było by nienaturalne, że przewidziałam tego typu rzeczy :D ). Niektóre fakty są po prostu inne i koniec, kropka. 
Sprawa numer piąta- tak, po raz kolejny zmieniłam wygląd bloga. To wszystko dlatego, że wciąż nie jestem z niego zadowolona i wciąż czekam na mój nowy-stary nagłówek. Bądźcie cierpliwe :3
Co do samego rozdziału pisało mi się go bardzo miło i przyjemnie. Nie wiem dlaczego, po prostu przyszło mi to z dawną przyjaciółką 'Lekkością'.
Dziękuję za wszystkie komentarze :*
Buziaki :* ♥